Pierwszy krok do "demitologizacji" Niemiec...

Hallöchen!

Poniżej przedstawiam Ci kolejny etap mojej podróży życia. Tym razem nie wszystko będzie takie piękne...

O co chodzi z Niemcami?

Kolejnym celem tripa były już Włochy. Aby dostać się do WERONY z Pragi musieliśmy przesiąść się w Monachium na nocny pociąg. Oczywiście wszystko było pięknie zaplanowane. 
No właśnie - zaplanowane. Jak wiadomo oczekiwania i rzeczywistość rzadko idą w parze.
...
Mam wrażenie, że my, Polacy, mamy bardzo idylliczny obraz Niemiec, jako państwa sukcesu, krainy mlekiem i miodem płynącej. Jednak jest to kraj jak każdy inny, ze swoimi wadami i zaletami. 
Właśnie wydarzenia między Pragą a Weroną zaczęły mi to uświadamiać. 

Praga - Monachium

Na tym odcinku wydarzyło się niesamowicie dużo rzeczy - zarówno mega stresujących, ale również takich, z których jestem baaardzo dumna
Początkowo jechaliśmy sobie spokojnie (chociaż nie bez stresu, bo nie mieliśmy rezerwacji miejsc i mogliśmy wylądować na korytarzu). Pan konduktor przyszedł sprawdzić bilety. Wszystko ok. Aż do czasu, kiedy usłyszeliśmy, jak mówił innym pasażerom, że nie dojadą do Monachium, bo pociąg wcześniej zostanie zatrzymany!
Kiedy to usłyszeliśmy od razu dopytaliśmy, o co chodzi. Pan konduktor potwierdził, że tak będzie...
No super! Do Monachium musieliśmy dotrzeć na konkretną godzinę, bo tam z kolei mieliśmy rezerwacje na nocny pociąg, do którego nie można od tak sobie wsiąść.

Tu się zaczął stres i szukanie alternatywnego połączenia, jak dostać się w ogóle do stolicy Bawarii. Dowiedzieliśmy się też, że zostaniemy wyrzuceni (wszyscy pasażerowie) gdzieś na granicy czesko-niemieckiej, na jakiejś wsi! Cudownie po prostu!

Z Hanią przejęłyśmy inicjatywę i zagadałyśmy do innych pasażerów, co oni będą robić itd.

Znalazłyśmy połączenia: 
Schwandorf (czy jakoś tak...) -> Regensburg -> Monachium 


Wszystkie regionalnymi pociągami, więc dłużej...
Na szczęście posiadaliśmy bilet flex, dzięki czemu w ciągu jednego dnia mogliśmy podróżować tak naprawdę, ile chcieliśmy. 
Jak pokazywał rozkład - jadąc tą niespodziewaną trasą powinniśmy dotrzeć do Monachium 10 minut po odjeździe naszego nocnego do Werony. I tu dopiero pojawił się największy problem!

Zagranie va banque

Stwierdziliśmy, że stawiamy wszystko na jedną kartę i jedziemy, żeby jakkolwiek się dostać do naszej stacji przesiadkowej. Były dwie opcje:
  1. Zagadać do konduktora/ki w pociągu relacji Regensburg-Monachium i błagać, żeby pociąg na nas poczekał.
  2. Dzwonić do centrali Deutsche Bahn i próbować przenieść rezerwację na kolejny pociąg, który odjeżdżał 2h później.
W sumie obie opcje wypróbowaliśmy. Do DB próbowałam się dodzwonić przez jakieś 30 min, nikt nie odbierał, więc zrezygnowałam. Ewentualnie staralibyśmy się przenieść tę rezerwację już w Monachium w kasie albo coś...
Jednak okazało się, że nie musieliśmy tego robić. W zatłoczonym pociągu regio (był ogromny) udało się znaleźć panią konduktor! 


I tutaj zaczyna się dla mnie najbardziej satysfakcjonująca historia, bo zaczęłam z nią rozmawiać po niemiecku! To był mój pierwszy raz, kiedy konwersowałam z nativem (Muttersprachlerem). Wiedziałam, że sporo zależy od tego, ile zrozumiem i jak to załatwię (była jeszcze Hania z angielskim, ale postawiliśmy na niemiecki).
Pani mnie zrozumiała, ja ją chyba też. Najgorsze było oczekiwanie. Jakoś kilka minut przed przyjazdem do Monachium przez mikrofon usłyszeliśmy komunikat po niemiecku skierowany do "pasażerów podróżujących do Werony". Musieliśmy dotrzeć na sam początek składu (który się nie kończył) i kiedy dojedziemy od razu wysiąść i biec na peron (bodajże 11.).

Ludzie, przez których się przeciskaliśmy, kibicowali nam, żebyśmy zdążyli, bili brawo, czy ze szczerą sympatią życzyli dobrej podróży. To było najdłuższe kilka minut podczas całej podróży! Po zatrzymaniu wybiegliśmy w poszukiwaniu odpowiedniego peronu. Był blisko, więc nie zajęło nam to dużo czasu. Wpadliśmy do środka i znaleźliśmy swoje miejsca! 

Odetchnęliśmy z ulgą! Nie wierzyłam, że się udało! Mogliśmy już wychillować i rozkoszować się myślą, że nad ranem przywitają nas promienie włoskiego słońca.

MOJA MYŚL NA KONIEC:

Pozwolenie na toczenie się wydarzeń swoim nurtem jest chyba najlepsze. Ja mogę tylko się do nich dopasować. Wyjdę z tego z tarczą albo na tarczy. Nie ma innej możliwości. Warto się nie bać i stawiać va banque.

A co z demitologizacją Niemiec?

Dzięki temu doświadczeniu z DB zaczęłam doceniać bardziej polskie koleje, które nie wysadzają cię w środku twojej trasy na jakimś zadupiu i karzą radzić sobie samemu... To było dobre doświadczenie w sam raz na czas przed rozpoczęciem moich studiów.

(SPOILER ALERT!) ten proces będzie następował w toku studiów, jednak jest to pozytywne doświadczenie wg mnie...

Oli 💪


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Verona

ROK!

Dorosłość?