Czy to sen?

Heloł!

Wracam do blogowania, dlatego dzisiaj konkret-temat! Koniec pracy i początek snu na jawie - #discoverEU*!

Pierwsze spotkanie

Z moją ekipą po raz pierwszy spotkałam się na żywo w Warszawie (początek tripa). Stresowałam się, bo nie znałam wcześniej tych ludzi (oni się znali bardzo dobrze). Jedyny wcześniejszy kontakt to były wiadomości i spotkania online, żeby dowiedzieć się czegokolwiek o sobie.

Kto by się nie stresował taką sytuacją? Przed tobą prawie 3 tygodnie za granicą z prawie obcymi ludźmi... Hit! To była już pierwsza część tego snu na jawie...

Do Wawki dojachaliśmy sami i tam nastąpiła konfrontacja. Znaleźliśmy się na peronie, przywitaliśmy i wszystko przebiegło w cudownie sympatycznej atmosferze. Poczułam się jakbyśmy byli starymi, dobrymi znajomymi, którzy po prostu dawno się nie widzieli. 


Droga

Po przechadzce dworcem, wsiedliśmy do naszego pociągu, który miał zawieść nas do pierwszego miasta - do Pragi!
Przez całą, ok. 9-godzinną drogę gadaliśmy, graliśmy w karty, kostki itp., milczeliśmy, spaliśmy, jedliśmy, spacerowaliśmy (po pociągu). 
Pod koniec czas dłużył się niemiłosiernie, ale udało się! Dotarliśmy!

Praga - 1. przystanek

Oczywiście było opóźnienie, ale nie jakieś wielkie. Dotarliśmy do stolicy Czech przed 23:00 - trochę późno, ale nie było innej opcji. 
Szybko zlokalizowaliśmy nasz hostel, który znajdował się w samym centrum, na starym mieście! Cieszyłam się, że trafiliśmy z noclegiem, bo zostawaliśmy tam aż na 4 noce!
Po szybkim ogarnięciu wyszliśmy jeszcze na miasto, byliśmy okropnie głodni. Do tego mogliśmy rozeznać się w terenie i zobaczyć wszystkie znane miejsca w nocnym świetle.

Dzień 1.

Od samego początku stawialiśmy na poznawanie nowych ludzi. Pomagało w tym mieszkanie w hostelu, w 8-osobowym pokoju! Ludzie się zmieniali, a nam pozostawały świetne wspomnienia, np. 
  • pan z Kolumbii / Ekwadoru / Peru (?), który rozwieszał swoje mokre majty na łóżku
  • Meksykanin (?), który pokazywał nam meksykańskie banknoty (swoją drogą były przepiękne i z konceptem haha)
  • Francuzi, którzy totalnie nie byli chętni do jakichkolwiek interakcji
  • Brytyjczyk z muzyczną zajawką ( i %), któremu podobało się wszystko
Tego dnia narzuciliśmy sobie sporo do zwiedzenia. Wszystko praktycznie obeszliśmy na nogach, co było dla nas najlepszym sposobem na poruszanie się po mieście. 
  1. Ratusz Staromiejski ze słynnym zegarem
  2. Most Karola - po prostu must-see i nie ma co więcej dodawać
  3. Zamek na Hradczanach - nie weszliśmy do środka, bo duża kolejka i cena nie zachęcała
  4. Letenskie Sady - pod górę, ale piękny widok + wieża widokowa
  5. jedzenie - TRADELNIK
  6. Wąska Uliczka
  7. Ściana Lenona

Dzień 2.

Tutaj już zaczęły się małe problemy... Plan był ambitny - wstać o 5:00 i pójść na Most Karola na wschód słońca. Niestety nie udało się to ani tego dnia, ani podczas dalszego pobytu w Pradze.
Byliśmy oszczędni w wydawaniu kaski, dlatego śniadania, obiady, kolacje gotowaliśmy przeważnie sami. Do dyspozycji mieliśmy super kuchnię w hostelu, w której niczego nie brakowało!

To był również dzień pisania i wysyłania pocztówek. Spotkała nas nieprzyjemna sytuacja ze znaczkami, za które zapłaciliśmy dużo za dużo! Nie polecam...

Co zobaczyliśmy tego dnia?
  1. spacer wzdłuż Wełtawy + bobry
  2. Teatr Narodowy
  3. Głowa Franza Kafki - niestety nie załapaliśmy się na obrót
  4. Spotkanie ze znajomym Hani, który studiował w Pradze i zna lokalne tajemnice - pyszna kawka, najlepsze lody, piękne zakątki do chillowania + pomógł nam znaleźć pieczarki do obiadu, bo nigdzie nie mogliśmy ich zlokalizować!
     

Dzień 3.

Jak wiesz, nie udało nam się wstać na wschód...
Ostatni pełny dzień w Pradze, a my wstaliśmy koło 11... No cóż...
  • Muzeum Czekolady - co to była za porażka! Niewarte swojej ceny! Historia czekolady spoko, ale mało czekolady do jedzenia, a na końcu kilka sal z figurami woskowymi, które nie miały praktycznie nic wspólnego z czekoladą (chyba tylko Forrest Gump z pudełkiem czekoladek był tam odpowiedni XD)
  • jedliśmy pieczony ser (wegański?) - mmmmm pycha!
  • wyspa Kampa (mam nadzieję, że tak się pisze i że to jest ta miejscówka) - super klimacik do relaksu

Z wyspy wygonił nas wiatr i burza. Dobrze, że to był ostatni pełny dzień, bo pogoda później się popsuła. Wieczorkiem jeszcze piwko - bo jak to być w Pradze i nie wypić piwka. Ta.... ja jednak nie jestem fanką...

Pożegnanie z miastem, pakowanko, spanko.

Odjazd

Opuściliśmy pokój i wyszliśmy z naszymi rzeczami na pociąg. Po drodze zaszliśmy jeszcze na knedle! Jejku, co to było za jedzonko! Uwielbiam! Oczywiście na jednym się nie skończyło! Najlepsze miejsce!


Dotarliśmy na dworzec i wpakowaliśmy się do pociągu. Ze względu na to, że nie mieliśmy rezerwacji spinaliśmy się, że ktoś nas wygoni z miejsc i będziemy musieli spędzić 5h na korytarzu. Na szczęście tak się nie stało.


Dalsza trasa: Praga -> Monachium -> WERONA

To, co się stało podczas tej wyprawy to był hit, ale opowiem o najgorszej sytuacji tripa w następnym wpisie.


MOJA MYŚL NA KONIEC:
Wierz w swoje możliwości i umiejętności. Z ich pomocą poznawaj nowe osoby i miejsca!

Nie bój się marzyć! 💝
Oli

*o #discoverEU pisałam już trochę tutaj
**więcej fotek na moim IG w poście z Pragi oraz w wyróżnionych relacjach

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Verona

ROK!

Dorosłość?