DSD II
Hallöchen!
Dziś będzie o niemieckim, moich porażkach, upadkach, zawodach, ale także o nie pozostawaniu w miejscu, w dołku oraz o powrocie i dalszej drodze.
Jaki miałam problem?
Przez całą pierwszą klasę uważałam, że mój niemiecki jest na dobrym poziomie. Utwierdzały mnie w tym moje wyniki na lekcjach. Dostawałam dobre oceny, nie miałam większych problemów ze sprawdzianami, odpowiedziami itp. To również pokazywało mi, że na pewno dam sobie radę na egzaminie DSD II, do którego podejście umożliwia moja szkoła.
Jak teraz na to patrzę, to myślę, że właśnie tutaj tkwił cały problem.
Od czego się zaczęło?
W drugiej klasie, jako jedna z bardziej zdecydowanych na zdawanie egzaminu osób z grupy postanowiłam zgłosić się do Pilotprüfung (egzaminu pilotażowego). Z mojego rocznika brały w nim udział 3 osoby (wraz ze mną).
Celem tego próbnego egzaminu było przeprowadzenie ustnej, pokazowej części, aby trzecioklasiści (zdający ówcześnie) mogli zobaczyć, jak przebiega taki egzamin.
Co się stało?
Już w trakcie przygotowywania prezentacji (jedno z dwóch zadań na ustnym) wiedziałam, że coś jest nie tak...
Nie potrafiłam ani dobrze mówić, ani z sensem przedstawić tematu, ani poprawnie gramatycznie składać zdań. Zaczęłam się obawiać tego wystąpienia, że to będzie totalna porażka. 😬
(Mogę dodać, że mam problemy z przyjmowaniem porażek - teraz już zdecydowanie się to zmieniło, ale wtedy byłam na takim etapie, że nie dopuszczałam do siebie możliwości jakiejkolwiek porażki.)
Nigdy wcześniej się tak nie stresowałam, jak wieczór przed i w pociągu, jadąc rano do Gorzowa.
Po przyjściu dostałam temat Kurzvortragu (krótkiego wykładu). Miałam chwilę na przygotowanie, ale ostatecznie poszło mi tragicznie.
Prezentacja, której mogłam się teoretycznie nauczyć na pamięć również wyszła okropnie - właściwie to nie wyszła...
A o późniejszej rozmowie (kolejnej części egzaminu) nie powiem nic... 😞
Skutki były takie, że ostatecznie, gdybym wtedy zdawała, nie zaliczyłabym na B2, a co za tym idzie, po prostu bym oblała.
Co dalej?
Wychodząc dostałyśmy coś na pocieszenie... Jednak nic wtedy nie mogło mi poprawić humoru. Wszystkie dotychczasowe przekonania o moich umiejętnościach językowych legły w gruzach.
To był dla mnie max! Niby całe napięcie zeszło, ale żal do siebie pozostał. Był to trudny czas.
Później pomyślałam sobie, że to była szansa, "po prostu lekcja". Ta sytuacja zmotywowała mnie do większego zaangażowania się w niemiecki (coś, co bardzo lubię i z czym aktualnie wiążę przyszłość).
Znalazłam korepetytorkę, dzięki której rozwijałam przede wszystkim umiejętność mówienia i porozumiewania się w niemieckim, bo to był mój główny cel.
Z perspektywy czasu...
...widzę, że takie pstryczki w nos od życia są potrzebne. Ta sytuacja nie stała się dla mnie gwoździem do trumny, ale wręcz przeciwnie - zmotywowała mnie do dalszej pracy, co przyniosło niesamowite efekty (ale o tym innym razem 😊).
MOJA MYŚL NA KONIEC:
trudne momenty są po to, abym mogła stać się lepsza, silniejsza, mocniejsza!
jestem sobie wdzięczna, że nie porzuciłam czegoś, co dało mi ostatecznie satysfakcję i szczęście
Nie poddawaj się! Jesteś najlepsza/y w tym, co robisz! 😘
Oli
Ta grafika pokazuje, że warto walczyć.
Gdy przejdziemy już ten trudny czas, możemy być z siebie naprawdę dumni!

Komentarze
Prześlij komentarz